Demokracja nihilizmu cz.II

Zaraza rośnie świątek i piątek.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Idę w Polskę robić porządek.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
/.../Chce pan naprawić błędy systemu?
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Był tu już taki dziesięć lat temu.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
Także szlachetny. Strzelał. Nie wyszło.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Krew się polała, a potem wyschło.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
/ K.I.Gałczyński „Skumbrie w tomacie”/

Grając na emocjach można wykrzyczeć: mój program to brak programu. I powtórzyć za Piłsudskim, że chodzi o to, by „bić k....y i złodziei”. W ten sposób można za sobą pociągnąć armię chętnych do bicia...

Ale co z tych słów w rzeczywistości wynika. Próbując dokonać logicznej analizy przytoczonych słów („bić k...y i złodziei”) uznać możemy:
1) mówca, z sobie wiadomych powodów, zakłada, że nie jest „k...ą i złodziejem”
2) z powyższego uzurpuje sobie  prawo wskazywania, kto takowym jest
3) przyznaje sobie prawo do użycia przemocy (bicia) ww. grup obywateli

Są to dość odważne założenia, przez prokuratora mogą zostać potraktowane jako publiczna zachęta do naruszania prawa. To jednak nie jest problemem; nie pracuje w Polsce prokurator tak odważny by poskromić wiecowy język polityków. Ogłoszony w takim stylistycznym skrócie program może nam się wydać atrakcyjny, dopóki sami nie zostaniemy uznani k...ą lub złodziejem. Jeśli ktoś wątpi w taką możliwość, warto by sięgnął do podręczników historii. Program „bić k/z” pana Piłsudskiego urzeczywistnił się w postaci więzienia w Brześciu i obozu karnego w Berezie. Wśród bitych k/z byli: Wincenty Witos, Wojciech Korfanty, Adam Ciołkosz.

Nie jest potrzebna wyjątkowa mądrość, ten związek między demagogią a zagrożeniem tyranią władzy został już wielokrotnie opisywany nawet w literaturze będącej lekturą szkolną. Moje uwagi są jedynie wtórnym powtórzeniem sporu między młodym Baryką a dojrzałem Gajowcem, opisanym w „Przedwiośniu” przez St. Żeromskiego. Mówi się, że młodość to czas poszukiwań, buntu, burzenia; smutnym tylko, że na takowych porywach młodzieńczego entuzjazmu budowali swój potencjał Hitler, Stalin, Łukaszenko, Bin Laden... Tak; przyciągający młodych program Państwa Islamskiego też opiera się na tezie by „bić k...y i złodziei”. Co gorsza, w Państwie Islamskim ten program dosłownie jest realizowany.

Jeżeli jednak, mimo historycznych doświadczeń, hasła rebelianckie nadal są atrakcyjne dla kolejnego pokolenia młodych ludzi; to czas analizę rzeczywistości rozpocząć od siebie. W końcu to pokolenie 50+ odpowiada za kształt III Rzeczpospolitej; to my jesteśmy Gajowcami próbującymi młodych Barykom wytłumaczyć bezsens rewolucyjnych metod. Bunt rodzi się, gdy nie ma możliwości zaspokojenia zbiorowych aspiracji. Jest to podobne prawu równoważenia popytu i podaży; zachwianie tej równowagi prowadzi do ekonomicznego  kryzysu. Wiemy jak to działa w gospodarce; podobnie funkcjonują nastroje społeczne. Może wystąpić zjawisko zastoju i powolnej degradacji powodowanych tym, że aspiracje ludzi są mniejsze niż realne szanse ich zaspokojenia. Ludzie, w pełni usatysfakcjonowani dachem nad głową i kurą w garnku, przestają walczyć o poprawę bytu: nie inwestują w rozwój posiadanych umiejętności, nie ryzykują  samodzielnej przedsiębiorczości, dbają tylko by nic się nie zmieniało. Lęk przed zmianami zabija przyszłość; żyć tak samo, to osuwać się w dół, w porównaniu z innymi społecznościami.

Drugim, znacznie częściej obserwowanym zjawiskiem, jest nadmiar aspiracji przy ograniczonych możliwościach ich zaspokojenia.  Droga kariery młodego pokolenia, wyznaczona lub aprobowana przed starsze pokolenie, zakłada rzecz niemożliwą, że każdemu należy się dużo lepsze życie. Przyjęliśmy za pewnik liniowy postęp, defekt widząc jedynie w niesprawiedliwej dystrybucji tych lepszych dóbr. Młody człowiek ma zatem skończyć studia (unikając „poniżającej” pracy fizycznej), następnie otrzymać stałą posadę zgodnie z wykształceniem, a otrzymane wynagrodzenie ma mu pozwolić na zakup mieszkania i utrzymanie godnego poziomu życia.

Jeśli ktoś z moich rówieśników protestuje przeciw uogólnieniu; to proszę o refleksję prywatną: czy nie o tym marzymy dla swoich dzieci... Czy sami sobie nie mówimy, że nie po to ciężko harujemy, by nasze dzieci miały żyć gorzej od nas...? Czy sami nie jesteśmy zarażeni wiarą postęp dobrobytu żyjąc w lepszych warunkach, pracując w godniejszych warunkach i zarabiając lepiej, niż nasi rodzice...? Polska ostatnich 25 lat żyła i korzystała z warunków pokoju, z integracji z lepiej rozwiniętymi krajami europejskimi, z wyzwolenia kapitału społecznej pracowitości i przedsiębiorczości. Rok 1991 był ostatnim w którym odnotowano spadek PKB; w późniejszych latach za poważny kryzys uznawano sytuację, gdy tempo rozwojowe zeszło poniżej 2 punktów rocznie. Powiedzmy sobie szczerze; nie było drugiego kraju w Europie, który miał podobne doświadczenie stałego rozwoju. Zapominamy przez to, że w życiu zbiorowym, tak jak i prywatnym, są okresy lepsze i gorsze; raz się polepszy, raz się popiepszy. Straciliśmy odporność na sytuacje kryzysowe.

Nasze pokolenie nie tylko nie może gwarantować młodszym realizacji wysoko lokowanych aspiracji. Pokazało także siłę grupowego egoizmu, prowadzącego do obciążenia młodszych poważnymi zobowiązaniami zaciągniętymi by utrzymać lepszą jakość naszego życia. Takimi zobowiązaniami są nie tylko długi z tytułu kredytów zaciąganym  na lepiej lub gorzej zaplanowane inwestycje rozwojowe. Poważniejszym ciężarem, obciążającym młodych, są nasze przyszłe emerytury. Łatwo jest wydawać cudze pieniądze, ale na starość zabezpieczeniem nie są nasze oszczędności (bo ich już w rzeczywistości nie ma), lecz podatki płacone przez nasze dzieci. Jeśli ktoś planuje referendum w sprawie wieku emerytalnego; niech najpierw zrobi sondaż wśród dwudziestolatków, jaki procent swoich zarobków są gotowi oddać w imię solidarności międzypokoleniowej. Młodzież, której aspiracji nie możemy spełnić, będzie miało prawo powiedzieć: budowaliście sobie socjalizm, żyjcie z tego socjalizmu; a od naszych dochodów  wara staruszkom. I co wtedy ? Skorzystamy z rachunku demograficznego i przegłosujemy młodszych ? To możemy, ale wtedy ci młodsi uciekną do Wlk. Brytanii...

Poczucie braku zaspokojonych aspiracji łatwo zmienić w ukierunkowany gniew. Wielu młodych ludzi odczuwa zderzenie ze swoistą dominacją starszych. Czuja się lepiej wykształceni, ale w biurach i przedsiębiorstwach starsze „leśne dziadki” okupują stanowiska kierownicze. W polityce młody człowiek przebije się tylko za cenę sprzedania się samcowi alfa z pokolenia 50+. W urzędach na jedno stanowisko zwolnione przez „leśnego dziadka” aspiruje 10 młodych wilczków. Na uczelniach świetnie wykwalifikowany młody doktor czuje się feudalnym poddanym głupszego, lecz zasłużonego wiekiem, profesora.

Bronimy skutecznie własnych przywilejów. Zarówno tych rażąco niesprawiedliwych (wcześniejsze i bardzo wysokie emerytury dla mundurowych i górników), jak i tych mniej rażących (większa ochrona starszych przed zwolnieniami z zakładów pracy). Jednocześnie jesteśmy jak liberalny Stiepan Wierchowieński z „Biesów” Dostojewskiego; z rozrzewnieniem i sympatią wspierając szlachetny bunt młodych. Zapominamy, że zarówno dla Szygalina z „Biesów”, jak i dla współczesnych rebeliantów tego typu Wierchowieńscy/Żakowscy budzą jedynie pogardę.

Inna rzecz, że nihilizm buntu wyklucza solidarność nie tylko międzypokoleniową, ale także w ramach jednej generacji. Bunt ma dynamikę trafnie 900 lat temu opisaną przez Galla Anonima: zbuntowani niewolnicy zajmują miejsca panów. Wybite stare „k...y i złodzieje”, zostaną  zastąpione młodymi „k...ami i złodziejami”.
To nie proroctwo, lecz stwierdzenie faktu.                             

Jarosław Kapsa
c.d.n