Kierować się sercem czy rozumem?

W II turze wyborów nie zawsze kierujemy się sercem. Zawsze jednak powinniśmy kierować się rozumem. Dlatego też, bez względu na różnicę w sympatiach politycznych, powinniśmy poprzeć kandydatkę Platformy Obywatelskiej Izabelę Leszczynę.

Dlaczego? Użyjmy tego rozumu...
Wartością Izabeli Leszczyny jest bez wątpienia przewidywalność. Kandydatka PO jest gwarantką, że kontynuowane i zakończone zostaną istotne dla miasta projekty.

Będzie zmodernizowana cała Aleja Najświętszej Maryi Panny, powstanie hala widowiskowo-sportowa, tramwaje pojadą nową linią, nic nie zagrozi realizacji niezwykle istotnych dla miasta węzłów komunikacyjnych na DK-1: przy ul. Makuszyńskiego i – najważniejszego – przy skrzyżowaniu z al. Jana Pawła II .

Takiej gwarancji nie daje konkurent. Przeciwnie, jest wspierany przez grupy sprzeciwiające się budowie linii tramwajowej i modernizacji Alei. Nadal też dobrego lobbingu wymaga uzyskanie środków na przebudowę węzła al. Jana Pawła II z DK-1; łatwiej będzie je uzyskać przez dobre relacje z rządem i samorządem województwa. A wyniki wyborów i zapowiedzi premiera Tuska wyraźnie wskazują, że o pieniądzach decydować będzie koalicja PO-PSL...

Wartością jest też spokój społeczny. Byłoby nieszczęściem dla Częstochowy, gdyby rzeczywiste problemy społeczne miasta (choćby brak pracy i niskie zarobki mieszkańców) zagłuszone zostały może chwytliwym społecznie, ale na pewno zastępczym dla miasta festiwalem wojny religijnej.

Byłoby nieszczęściem, gdyby debatę społeczną zogniskowały bezproduktywne spory o prawo do Parady Gejów po Alei Najświętszej Maryi Panny, o krzyż na publicznym placu, czy o swobodę dla miękkich narkotyków. Byłoby nieszczęściem, gdyby politykę społeczną zastąpiono antyklerykalnym krzykiem.

Wartością jest też umiarkowanie. Sztucznie podsycane oczekiwanie na wielkie zmiany, wszystkim i od razu przynoszące odczuwalne korzyści, jest nie tylko populistyczne, ale i niebezpieczne.

Im większe nadzieje, tym większe rozczarowanie. A w ślad za tym nowe protesty, kolejne referendum, kolejne oczekiwania na cud. Odsuniętej na boczny tor lewicy skutecznie udało się obarczyć „grzechem obiecanek” wszystkich, którzy w ostatnich latach otarli się o władzę. A na czym mamy budować wiarę, że ta ułomność ich już nie dotyczy?

Budowanie poparcia na obietnicach i hasłach to pokusa nie do odparcia. Z prostego powodu – zwycięzców nikt nie sądzi. A w każdym razie nie prędko...

No i pamięć bywa ułomna. Kto z głosujących dziś na Matyjaszczyka pamięta okres 1998-2002 – gdy za sprawą jego starszych towarzyszy mieliśmy w Częstochowie „republikę kolesiów” a do obecnego radnego, a wtedy prezydenta Częstochowy Wiesława Marasa przylgnął przydomek – Marazm...

Kto pamięta, niewyjaśnione afery finansowe, jak prywatyzacja Zieleni Miejskiej, „grajowska” prywatyzacja Zakładów w Zalesicach, aferalna dzierżawa Parku Lisiniec czy kolesiowskie zmiany właścicieli kawiarenki na placu Biegańskiego. No i kto pamięta, że wtedy lewica też dochodziła do władzy z obietnicą „nowego” na ustach... I dlaczego mielibyśmy wierzyć w ich teraźniejsze, niepoparte żadnym konkretem czy gwarancją hasła. Mając przy tym pełną świadomość, ze jest to ugrupowanie od lat zgłodniale władzy i stanowisk dla swoich...

Wiadomo, że umiarkowanie, spokój i przewidywalność nie są ideami uskrzydlającymi. Rozum jednak podpowiada, że lepiej się trzymać ziemi, niż niebezpiecznie odlecieć...

czEWA.pisze