Banner Top

Nasi putinowcy

W czasach pi-ar pamięć jest obciążeniem, trzeba ją zabić hałaśliwą wrzawą, nadać „odwieczność” naszemu nowemu konceptowi, przypisać „wrogowi wewnętrznemu” nasze złe cechy, by swobodnie szczuć, budując solidarność opartą na strachu i nienawiści.

Nie ma w tym nic nowego, wystarczy przeczytać powieść Orwella o fikcyjnym roku 1984, przypomnieć seanse nienawiści organizowane przez Ministerstwo Miłości, z cyklicznymi zmianami adresatów naszych uczuć, w zależności od strategii wojennej Ministerstwa Pokoju.

„Putin – ch...”, krzyczymy dziś zgodnie, wola pomagania Ukrainie i Ukraińcom łączy zdecydowaną większość, przezwyciężyła podziały między tzw. lewicą a tzw. prawicą. Wobec zagrożenia i wobec obowiązku pomocy sąsiadom, dotkniętych nieszczęściem wojennej agresji, nastąpiła naturalna społeczna konsolidacja. Zadziałała pomocniczość, nie czekając na dyrektywy centrali, każdy wiedział co ma robić i to robił; samoorganizacja społeczna wzbudziła podziw w społeczeństwach innych państw, stała się przykładem „przyzwoitego zachowania”.

Bodajże, 18 lutego, minister od obrony narodowej, zameldował na konferencji prasowej, że jesteśmy przygotowani do wojny w Ukrainie, w tym do przyjęcia ponad miliona uchodźców. Skąd o tym wiedział pan Błaszczak; prawdopodobnie od ministra spraw wewnętrznych, a ten z meldunków wojewodów. 18 lutego nikt poważnie nie brał pod uwagę, że Putin posunie się do zbrodni; na konferencji prasowej można było prężyć muskuły. Co było potem, wszyscy wiemy? Przez, przynajmniej trzy tygodnie, państwa, w sensie służb administracji rządowej, nie było; zabrakło decyzyjności nawet w sprawach najprostszych, np.: by otworzyć bezpłatną toaletę dla uchodźców na warszawskich Dworcu Centralnym. Na szczęście, państwo nie przeszkadzało, entuzjazm ludzi zmienił się we wzorcową samoorganizację. Ani w Przemyślu, ani w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie nie był nikomu, do niczego, potrzebny wojewoda, tym bardziej minister. Samoorganizacja ma jednak swoje samoograniczenia; zapał społeczny oparty jest na ograniczonych zasobach. Pomocniczość nie polega tylko na nieprzeszkadzaniu, konieczne jest wspomaganie, koordynowanie, racjonalne gospodarowanie zasobami.

Ot, choćby taki drobiazg: wojna to wojna, szereg entuzjastów rzucił się do aptek wykupując leki, by pomóc walczących z agresorem Ukraińców. Dopiero po kilku dniach ocknęło się ze snu Ministerstwo Zdrowia, rozsyłając do organizacji pomocowych listy z błaganiem by tego nie robili. Nie chodzi tylko o racjonalność ekonomiczną (kupując w aptece zamiast bezpośrednio od producenta płacimy po drodze marżę dystrybutorowi); przez pandemię i poluźnione więzy kooperacyjne, niektórych leków, nawet przed wojną, w aptekach brakowało. Ministerstwo, świadome tego, powinno natychmiast wprowadzić ograniczenia, dogadać się z producentami, uruchomić Agencję Rezerw Materiałowych itd., by zarówno pomagać Ukrainie, jak i zapewnić ciągłość leczenia chorych w Polsce (w tym przybywających uchodźców). Lekarstwa, to tylko jeden z wielu przykładów, koniecznej ingerencji państwa. Podobnie apelować można do entuzjastów: nie kupujcie, na własną rękę, kamizelek kuloodpornych lub innego sprzętu obronnego. Trzeba to robić za pośrednictwem Agencji Rezerw Materiałowych lub innych wyspecjalizowanych instytucji; sprzęt ochronny musi być atestowany, musi spełniać właściwe parametry, bo inaczej okłamujemy odbiorcę dając mu złudną nadzieję bezpieczeństwa.

Koordynacja, lub konsolidacja, jest niezbędną, nie musi się jednak wykluczać z pomocniczością. Rząd jednakże nie jest nawykły do dyskutowania ze społeczeństwem, on swą skuteczność postrzega jako możliwość dyktatu, zamiast regulować przepisami prawa, woli rozkazywać. Po trzech tygodniach „zagubienia” spłodzono i przepchnięto „kolanem” przez parlament ustawę o pomocy uchodźcom. Zlekceważono wartość samoorganizacji, przyjęto rozwiązania, które już raz się nie sprawdziły (tzw. ustawy antycovidowe). W praktyce zlikwidowano samorządność i swobodę działalności gospodarczej; bo o jakiej swobodzie i samorządności można mówić, gdy wojewoda zyskuje prawo wydawania jednostkom samorządu terytorialnego i podmiotom gospodarczym nakazów do natychmiastowej realizacji. Nie miał kto wydać nakazu otwarcia toalety na Dworcu Centralnym; teraz rząd będzie dyrygował godzinami otwarcia toalet publicznych w całej Polsce.

Centralizm jest fatalną metodą organizacji, on ubezwłasnowolnia ludzi, odbiera wolę działań, zmienia entuzjastów w bierną masę. Centralizm potęguje możliwość popełniania błędów, prowadzi do oderwania się rządzących od rzeczywistości. Wszelkie grzechy centralizmu dodatkowo, u nas, uzupełnia niepewność: jakiej to małpie dajemy brzytwę do ręki. Grzechy ludzi występują zarówno u rządzących jak i rządzonych. Przyzwyczajeni jesteśmy w demokracji, że nie rządzą nami aniołowie, dlatego zakres ich rządów ograniczamy prawem i wprowadzany mechanizm ścisłej kontroli nad wydawaniem przez nich, naszych, pieniędzy. Każda władza „rozpychająca się” ponad swoje kompetencje, każda władza utrudniająca kontrolę nad sobą i uniemożliwiająca krytykę, staje się niebezpieczna. Putin nie dokonałby agresji na Ukrainę, gdyby wcześniej nie podbił Rosji, gdyby nie zniszczył mechanizmów ograniczających jego kompetencję, gdyby nie zlikwidował niezależnego sądownictwa i nie wsadził do łagrów krytyków. Ludzie czasem rezygnują ze swych wolności w imię bezpieczeństwa, wykorzystują to dyktatorzy. Lekarstwo w postaci wzmocnienia władzy w obliczu zagrożenia, rzadko przynosi dobre skutki; najczęściej efektem jest brak bezpieczeństwa i brak godności.

Żywiołowa konsolidacja polskiego społeczeństwa, spontaniczna pomoc kierowana do Ukrainy i do ludzi uchodzących przed agresją rosyjską, jest zbyt cennym zasobem, by to marnować w imię dobrego samopoczucia rządzących. Cenna jest także, niespodziewana, solidarność większości społeczeństwa z krajów Unii Europejskiej. Bez względu na tradycyjne sympatie prorosyjskie części elit politycznych, w takich krajach jak Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Czechy, Słowacja, Węgry, społeczeństwa w imię podstawowych wartości tworzących „cywilizację zachodnią” wymusiły na rządzących jednoznaczność polityczną. Nikt już w 28 krajach UE nie dyskutuje, czy nałożyć sankcje na agresora, czy udzielać pomocy ofierze napaści. Problemem spornym jest zakres sankcji oraz wielkość i rodzaj pomocy.

Jest to zmiana politycznej rzeczywistości, która powinna także skutkować zmianami politycznymi w Polsce. Dotychczasowa polityka partii rządzącej była świadomym, lub nie, naśladownictwem putinizmu. W polityce zagranicznej harcownicy typu pana Ziobro, Suskiego, Terleckiego itd. nie ukrywali celu: „wojenki” z Brukselą. W sprawach wewnętrznych celem było możliwie najszersze zagarnięcie władzy nad wszystkim, bez względu na Konstytucje, bez względu na racjonalność, bez względu na dobro społeczeństwa. Chyba nikt nie jest w stanie wskazać, jakie konkretne korzyści społeczne przyniosła tzw. reforma sądownictwa wymuszona przez pana Ziobro. „Dobrem społecznym” nazwano tu chęć dorwania się do władzy nad sędziami przez grupkę politycznej kasty. Nie czarujmy rzeczywistości zaklęciami „patriotycznymi”, słówkami o suwerenności itp. Była to polityka w stylu putinowskim, mająca na celu podbicie Polski przez partyjną klikę.

Trzeba chcieć i umieć się zmienić; przestać walczyć z Brukselą, by solidarnie z UE stawić opór Moskwie; nie powielać putinizmu, lecz umacniać wartości cywilizacji zachodniej; odejść od centralizmu na rzecz pomocniczości, od dyktatu na rzecz dialogu. Z uznanie docenić można zmianę w wystąpieniach publicznych u prezydenta Dudy i odwagę premiera Morawieckiego demonstrującego w Kijowie swą solidarność z ofiarami napaści. Ale potrzebna jest także odwaga na miejscu, w Warszawie; zmieniając złą praktykę polityczną, premier może udowodnić, że to on, a nie Putin, rządzi w Polsce.

Niestety, na razie, jesteśmy od tego nadal dalej, niż bliżej. Prezydent i premier mogliby, korzystając z pomocy opozycji, wyeliminować jawnych „putinistów” i zakończyć spór z Unią o praworządność. Zatrzeć należy ten wielki wstyd: ten spór wynika z obrony przez instytucje unijne podstawowych praw polskich obywateli, praw naruszanych egoistycznymi ambicjami rządzących polityków. Przywrócenie konstytucyjnych norm nie jest utratą suwerenności, ani, tym bardziej, działaniem antypolskim. Takowym jest świadome naruszanie litery i ducha Konstytucji, przyjętej przez ogół umowy społecznej. Zaprzestać też należy, niezwłocznie, finansowania z środków publicznych kampanii nienawiści kierowanej przeciw Unii Europejskiej; kampanii szkodliwej, ohydnej, napisanej jakby na zamówienie Putina.

Najważniejsze: przywrócić dialog społeczny. Nieformalny „stan wyjątkowy” wprowadzony pod pozorem „walki z pandemia COVID”, chaos związany z tzw Polskim Ładem, odrażająca despotyczność w rozwiązywaniu problemu ochrony granicy z Białorusią; wszystkie takie doświadczenia wynikały z chorego traktowania polityki. Zamiast dialogu wybrano rozkazywanie i przekonywanie, że „my wiemy lepiej”. Każdemu, nie namaszczonemu przez partyjną wierchuszkę, odmawiano prawa troszczenia się o dobro wspólne; każdemu krytykującemu jakiekolwiek działania rządowe, przyklejano łatkę „wroga Polski”.

Dziś łatwo deklarować: udzielimy gościny uchodźcom z Ukrainy, będąc przekonanym, że mimo zubożenia haraczami na Polski Ład, społeczeństwo zachowa się przyzwoicie. Łatwo obiecać bezpłatną pomoc zdrowotną, wiedząc, że w tej zrujnowanej „wojną z COVID-em” służbie zdrowia pracują ludzie wierni złożonej przysiędze Hipokratesa. Łatwo panu Czarnkowi mówić o objęciu edukacją ukraińskich dzieci, bo to nie on ale nauczyciele i samorządy uniosą ten moralny obowiązek. Przywrócenie dialogu społecznego nie jest łatwe, zwłaszcza, że niektóre jednostki rządzące są przez naturę pozbawione tej umiejętności. Odwaga polega na stawianiu wyżej dobra Polski, niż interesu partyjnych aparatczyków. Nie ma co czekać na budzące wstyd ingerencje zewnętrzne, jak było w przypadku eks-ministra Macierewicza i „wojny” z TVN, trzeba tych „swoich putinowców” pozbyć się od razu.

Dzięki społecznemu entuzjazmowi, dzięki sercu okazanemu Ukraińcom, pomocy udzielonej w potrzebie, Polska odbudowała swój pozytywny wizerunek. Przypomniała, że tu była kolebka „Solidarności”. Panowie i panie, rządzące z łaski Boga i ludu, nie popsujcie tego!

dla cz.info.pl Jarosław Kapsa

Banner 468 x 60 px

Banner 468 x 60 px