Banner Top

Pic nierządem stoi

Pan Andrzej Duda, wykonujący zawód Prezydenta RP, przekonywał, że jak się prokuratorom nie podoba stosowany przez zwierzchników mobbing, to powinni pomyśleć o zmianie pracy.

Delikatnie to samo bym zasugerował temu panu, nazywanego przez otoczenie: PAD-em. Prezydent RP jest Stróżem Konstytucji i praw z niej wynikających; praca to niewdzięczna i niskopłatna. Nawet stróż terenów pohutniczych (prezes RFG) zarabia dwa razy więcej. Zgodzę się z nim, że nie każdy nadaje się i musi służyć Państwu (nie Jaśnie Państwu, lecz Rzeczypospolitej), nie każdy też nadaje się na urzędnika, czyli „sługę prawa”. Potrzebna jest nie tylko wiedza, ale i przymioty charakteru.

Korzystając z politycznej koniunktury mógłby pan PAD przekwalifikować się w Prezesa Budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, albo w Prezesa Toto-Lotka; zarabiałby dziesięć razy więcej i nikt by się nie czepiał. Być może ujawniłyby się także jakieś ukryte zdolności pozwalające uzasadnić dobre o sobie mniemanie pana PAD-a. Wątpię jednak by pan PAD z mojej podpowiedzi skorzystał. Dalej więc będzie ośmieszał Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiemu, dowodząc, że tam doktorat można zrobić nie znając pojęcia „mobbing”, ani też zasady niezależność od nacisków politycznych prokuratora oraz innych „sług prawa”, urzędników państwowych.

Pan PAD jest dla mnie przedstawicielem młodszego pokolenia, ludzi wychowanych i ukształtowanych doświadczeniami wolnej Rzeczpospolitej. Powtarzam to czasem, aż do znudzenia, bo sposób oglądu współczesności zależy od zasobu posiadanych życiowych doświadczeń. Pokolenie, od mojego, wcześniejsze przeżyło doświadczenie wojny; przekazało nam wiedzę by za wszelką cenę unikać powtórzenia tej ogromnej tragedii. My przeżyliśmy PRL, widzieliśmy jak niszczące może być „rządzące” kłamstwo, do czego prowadzi doktrynerstwo „upaństwowienia” gospodarki, do jakich absurdów prowadzi niedostrzegający ludzi centralizm. Widzieliśmy jak to działa, widzieliśmy jak zbankrutowało i jaką cenę musieli wszyscy zapłacić by z tego bankructwa się podnieść.

Jednak to nasze doświadczenie traktowane jest jako „jedna z wielu narracji”, bo propagandyści z dyplomami wierzą, że mogą swobodnie kształtować rzeczywistość poprzez różnorodne narzędzia przekazu. Znajdują w „oficjalnej” statystyce potwierdzenie, że nie było tak źle, a Polska za Gierka była 10 mocarstwem świata. Wykorzystują opinie tzw „milczącej większości” (pogodzonej ze swoim losem), gadającej „jak było tak było, ale jakoś było” i wspominającej z rozrzewnieniem rajstopy rozdawane na 8 marca. Uczenie „odwracają kota ogonem” dowodząc, że kwitnąca gospodarka socjalistyczna została zniszczona doktrynerstwem socjalizmu. W tej mętnej wodzie łatwą karierę robią polityczni kuglarze. Można dowodzić, że 30% poparcie dla PiS nie wynika z anachronicznego i nieistniejącego podziału lewica-prawica, lecz z fałszywie ukształtowanej nostalgii za PRL. PiS bowiem jest w tym wiarygodny: konsekwentnie, nie licząc kosztów, odbudowuje PRL, przekonując, że „jak było tak będzie i jak się żyło tak się będzie żyło”.

Pic ma siłę niszczącą, wrzucany nieustannie do mózgów narzuca schemat naszego myślenia. Przykładem tego trwający kilka tygodni festiwal oburzania się na „szczepienie poza kolejką”. Znamy to, owce lepiej się nawzajem pilnują jak się im wmówi zasadę równości. W PRL nikt nie oburzał się na kolejki, były one oswojoną częścią soc-rzeczywistości; ale rzucano się z pięściami na tych, co kolejkę chcieli ominąć. Łatwo więc jest wywołać tego typu „równościowe” emocje, i je wywołano by zagłuszyć istotniejsze pytania.

Tym istotniejszym pytaniem jest: po co centralizacja w miejsce dobrze działającej pomocniczości. Po co tworzyć Narodowy Program; wystarczy uruchomić rzeczywiste partnerstwo Ministerstwa Zdrowia i NFZ, z samorządami terytorialnymi, a poprzez nie z przychodniami, szpitalami i lekarzami rodzinnymi. Zamiast dyrygować odgórnie terminami i dzielić ludzi na grupę, lepiej zaufać lekarzowi rodzinnemu; on jest najbliżej, on widząc rzeczywistą sytuację leczonych podopiecznych, decydować może o kolejności szczepień, może wybrać, czy priorytetem jest wcześniejsza ochrona 59-latki chorej na cukrzycę czy „zdrowego jak koń” 70-latka. Pomocniczość wymaga jednak cech, których rządzący nie posiadają. Po pierwsze: trzeba mieć zaufanie do społeczeństwa, uznać, że ono samodzielnie i dobrze potrafi o siebie zadbać; po drugie: wyrzec się zazdrości o władzę, przestać ją widzieć tylko w prymitywnym związku: ja nakazuję, oni wykonują... Dalej nie wyliczam, bo jak – po pierwsze – nie ma armat, to i salwy honorowej się nie odda.

W PRL-u nie było samorządności terytorialnej, lekarz tak jak i nauczyciel był urzędnikiem wykonującym polecenia państwowej władzy. Brak samorządności powodował, że to urzędnicy z centrum decydowali o budowie lokalnych ulic, chodników, wodociągów, szkół; miejscowa społeczność mogła jedynie dopominać się o coś, śląc petycje za pośrednictwem polityków rządzącej partii. Lekarz „prywatnie” leczył, ale formalnie rozliczano go za wypełnianie obowiązków urzędniczych: wystawiania zwolnień lekarskich, recept na refundowane medykamenty, skierowań do innych placówek leczniczych itd. Nauczyciel mógł uczyć i wychowywać dzieci, ale przede wszystkim musiał realizować dyrektywy Ministra. Przedsiębiorczości nie było, w sensie wolności prowadzenia działalności gospodarczej na własną odpowiedzialność, przedsiębiorcy państwowi byli więc urzędnikami wypełniającymi zadania stawiane im w sporządzanych planach, tworzonych w pełnej abstrakcji wobec potrzeb konsumenckich i rzeczywistego rachunku kosztów. Jak kogoś dziś dziwi wizja otwarcia państwowej fabryki elektrycznych samochodów „Izera”, niech sobie przypomni plan budowy polskich magnetowidów; były one do d..., za to dwa razy droższe od japońskich. Bardzo trudno, posiłkując się przykładami historycznymi z Polski lub innych krajów, dowieść, że taki system idealnie odpowiada potrzebom mieszkańców i służy rozwojowi państwa. Ale pic nie potrzebuje dowodów, wystarczy mu gra na emocjach. Z brudu nikt nie umarł, z socjalizmu też nie, więc jakoś to będzie i będzie władza z siebie zadowolona.

Być może to udawane zadowolenie z siebie jest wyrazem desperacji Premiera, który udaje, że jeszcze czymś rządzi, choć istotne decyzje zapadają poza jego gabinetem. Może jest w nim wstyd Prezydenta za to, że nie pozwalają mu nawet zapoznać się ze sprawami, za które formalnie odpowiada. Gdy znika praworządność, a dominuje pic, formalna władza ma znaczenie uboczne. Za Gierka też był jakiś Premier, jakiś Przewodniczący Rady Państwa, jakiś Senat, ale kto rzeczywiście rządził... Gierek? Też chyba nie, bo w swoich wspomnieniach żalił się, że ktoś coś robił, o czym on nawet nie wiedział.

Czy dzisiaj rządzi pan Kaczyński? Nie wiem. Podobno wszedł do rządu by nadzorować pana Ziobrę. A pan Ziobro bez jego wiedzy puszcza do Sejmu projekt ustawy kardynalnie zamordystycznej, pozwalającej łupić mandatami społeczeństwo nie przejmując się nadzorem sądów. Czy odpowiedzialnemu za bezpieczeństwo wicepremierowi dano chociaż prawo opiniowania tego, barbarzyńskiego, projektu? Czy ten odpowiadający za bezpieczeństwo wicepremier ma wiedzę i możliwości powstrzymania szwindli niszczących zdolności obronne państwa? Wydawania setek milionów złotych na malowanie stalowych hełmów, na remont „jeżdżących trumien” czołgów T-72, na zakup rozpadających się karabinów...

Nie lekceważmy tego ostatniego, bo to dowód co pic robi z naszych mózgów. Przedsiębiorca, który zdaniem Urzędu Skarbowego nie zapłacił kilkudziesięciu milionów złotych VAT-u, jest zbrodniarzem i może być za to skazany na 25 lat więzienia. Jest zbrodniarzem, choć nie naraził bezpośrednio życia ani zdrowia ludzi; akceptujemy to jednak w imię troski o dobro państwa. Urzędnik kupujący rozlatujące się karabiny, urzędnik kupujący nieistniejące respiratory w sposób bezpośredni godzi w życie i zdrowie ludzi. Ktoś umarł z braku respiratora, zdarzało się też już, że zginął żołnierz wysłany na wojnę ze złym uzbrojeniem; to są fakty, a nie przypuszczenia szkodliwości. Tego urzędnika nikt jednak nie uzna za zbrodniarza, nie skaże na 25 lat więzienia, bo pic wmówił, że „działał dla dobra publicznego”. Widząc takie „dobro publiczne” zaczerwieniła się ze wstydu cała portowa dzielnica lupanarów w Hamburgu.

Pic rządzi, pic niszczy. Strajk przedsiębiorców, otwierających hotele, restauracje, stoki narciarskie itd. mimo – motywowanych pandemią – zakazów; jest rozpaczliwym protestem przeciw picowi. Jak mogą wierzyć w słuszność zakazów, gdy widzą co się dzieje ? Czy ma się uspokoić pozbawiony możliwości zarobku właściciel klubu fitness, gdy słyszy obietnicę, że jego stratę zrekompensują pieniądze dane burmistrzowi, by sobie aquapark zbudował ? Czy pozbawionego zarobków właściciela hotelu pocieszy wizja budowy państwowego holdingu hotelowego ? Czy bankrutującego sklepikarza ucieszy projekt tworzenia państwowego przedsiębiorstwa handlowego? To już kiedyś zrobił Minc, na przełomie lat 40/50-tych XX w., winę za trudności odbudowy Polski po wojnie zrzucił na pazerność biznesmenów, wygrał „bitwę o handel” i doprowadził wszystkich do ruiny. Pic porządził, pic zniszczył.

Jest jak jest. Mamy Ministerstwo Klimatu, stać nas na budowę picu na miarę epoki, własnego, ogromnego przedsiębiorstwa pt: Pic na Wodę – Fotomontaż sp. z bardzo o.o. Skarbu Państwa.

dla cz.info.pl Jarosław Kapsa

Banner 468 x 60 px

Banner 468 x 60 px