Marka Maculewicza Ironia i Cynizm

Nie znajdziesz tej książki na półkach bestselerów, nie znajdziesz choćbyś wytrwale szukał w empiku czy innych masowych księgarniach. Nawet   na allegro nikt jej nie oferuje.

Książka „PIERDZISZEW WIELKI” Marka  Maculewicza to obrazoburczy antyepos, szydzący z konformistycznych postaw, dyletanctwa, nieuctwa i prostactwa. A tak najkrócej: paradoks,  intryga, karierowiczostwo, przypadek, polityka, miłość, patriotyzm,  rywalizacja, misja, szantaż, biznes, zabójstwo, zagadka.

 

Samo życie albo  aż za wiele. Bohaterem, a raczej, jak przystało na antyepos - antybohaterem  powieści jest niejaki Eustachy Pacynka  - osobnik bez ambicji,  jakichkolwiek umiejętności, a nawet, rzec można, głupawy i nikczemny.  Rozdział pierwszy opisuje jak to ów „prawie nikt” w wyniku często paradoksalnych, czasem symbolicznych, a prawie zawsze zabawnych zdarzeń,  staje się pierwszą osobą w gminie . Oto ktoś, komu kłopoty sprawiały  urządzenia techniczne o zaawansowaniu przewyższającym klamkę u drzwi,  staje na czele gminy.

Usłyszałem takie zdanie o tej książce: „jeśli jest literatura piękna - to, ta książka jest na pewno kategorią literatury brzydkiej”-
To jest rzeczywiście spojrzenie na świat przez ironię, takie żeby  wzbudzać niesmak. Tak - chcę wywołać emocje. Nie są to moje emocje - chcę wywołać je w czytelniku. Ta forma jest dla mnie najbardziej  adekwatnym sposobem na pokazanie całej obrzydliwości która występowała w  przestrzeni o której piszę i czynię to z pełną premedytacją. Pierdziszew  zakończył moje doświadczenia z polityką. Piszę o mechanizmach, które w  tych czasach funkcjonowały. Warto poznać je, aby zrozumieć dzisiejszą rzeczywistość.

Dlaczego w twoim pisaniu ta ironia i cynizm?
Na zasadzie antidotum. Chcę powiedzieć rzeczy ważne, a gdybym mówił o nich serio, było by to po prostu niestrawne. Śmiech może być  katalizatorem, dla refleksji, dla zrozumienia, dla doświadczenia. Refleksja może przyjść później. Nie musimy przecież od razu wszystkiego  rozumieć. Gdybyśmy brali świat na zupełnie zwyczajnie, trudniej byłoby w  nim żyć. Jeśli potrafię przekazać go z uśmiechem - to jestem szczęśliwy.

Marek Maculewicz patrzy satyrycznie na świat?
Absolutnie nie. Zaczynałem od poezji, która jest dziś marginesem mojego pisania. Było to w latach osiemdziesiątych... uczestniczyłem w częstochowskiej grupie poetyckiej działającej przy Stowarzyszeniu  Środowisk Twórczych. W ówczesnej, takiej szarzyźnie dnia codziennego, było to dla mnie jedyne miejsce, gdzie w samym centrum miasta, w piwnicy, bez okien, można było zetknąć się z innym światem, spotykać ludzi myślących, na literackich biesiadach przekraczałem słowem swoje dotychczasowe granice. Pisałem opowiadania, felietony satyryczne do gazet, ale też utwory sceniczne, jak „Pielgrzym:  komedia na dwoje aktorów i telefon komórkowy” albo scenariusz: „Porno i  duszno”. Na Festiwalu Literatury Niezależnej w Krakowie w 2012 roku dostałem wyróżnienie za satyryczny tekst „Cynamon”. Nie szukam w ten  sposób swojej formuły. Chciałem i chcę być słyszalny. Forma musi być odpowiednia do treści i do celu. Stąd: raz jest to scenariusz raz satyra.

W latach osiemdziesiątych powstał ten wiersz:

Owce

Niepotrzebna mi była w stadzie owca
czarna wśród białych
więc przepędzić kazałem
albo zarżnąć przy płocie
Odtąd ład i porządek
kontrast w oczy nie kole
wszystko jest jednobarwnie
jednomyślnie i zgodnie

Jednością silne psa najpierw zagryzły
który mnie dzielnie pilnował
pozajmowały w domu przedmioty
za biurkiem moim siadają
Ja jestem raczej pokorny
i tylko kiedy na łące zieloną skubię trawę
martwi mnie wilczy lament
i owczy przeraża skowyt

Czy nadal przeraża cię owczy skowyt?
Tak. Świat się nie zmienił, choć pisałem to dawno. Ci, którzy przychodzą  z pięknymi słowami na ustach, chcą nas wybawić, chcą nam pomóc, często, gdy już zdobywają to, co chcą, zamieniają się w takie skowyczące  „wilcze” owce. Przyjmują rolę tych wilków. Czy trzeba zabić czarną owcę? one żyją w każdym stadzie, są jego integralną częścią. A przecież każdy musi mieć swoją „opozycję”, głos przeciw własnemu przytakiwaniu, jakąś przeciwwagę. Gdy słyszę, że musi  panować zgoda, że wszyscy muszą być jednakowi - nie zgadzam się. Nie można w całości oddać się danej idei. Nie można wszystkiego oddać nie-czarnym  owcom.

Dlaczego piszesz?
Bo cóż mogę dać z siebie ? A jest też lęk przed stratą czasu. Człowiek ma ograniczoną ilość czasu. Niektórzy żyją towarzysko, konsumując świat, ale wtedy coś przecieka przez palce... a tak - coś zostaje. To tak  jakby coś wybudować... dom. Przez lata usilnie uczyłem się pisać i zależało mi na tym coraz mocniej. Starałem się. Pamiętam wiersz, z którym kiedyś w konkursie wygrał wiersz mój... a było to mniej więcej tak: Posługujemy się ilością słów o dużo mniejszą niż ilość gwiazd na  niebie ale przy ich pomocy potrafimy stworzyć o wiele więcej wszechświatów” . Kiedy  człowiek coś pisze stwarza nowe światy, powstaje nowa rzeczywistość.  Zapraszam do nich tak, jak na każdą prostą i zwykłą wycieczkę - w podróż, w słowa. Być może ktoś zechce je... poznać?

dla cz.info.pl rozmawiał: Andrzej Zembik

Zapraszamy razem z Markiem Maculewiczem na taka wycieczkę - do lektury. W naszym nowym dziale DOBRA CZYTELNIA, od przyszłego tygodnia będziemy w  odcinkach publikować Pierdziszew Wielki. Nie tylko pierwszy, już  wydany tom, ale też ten drugi, który się jeszcze drukiem nie ukazał.  Będzie to więc wielka premiera.