Rzesza ludków Stanisława Kulczyka

W zaciszu kulis Teatru im. A. Mickiewicza w Częstochowie rozmawiamy ze scenografem Stanisławem Kulczykiem, kierownikiem technicznym Teatru, którego artystyczne dokonania możemy obejrzeć w sztuce „Polowanie na łosia”, który w tym roku został zaproszony do Nowego Jorku, aby przygotować scenografię do spektaklu „Miłość i polityka”, który uczestniczył w ponad 300 duetach reżyser – scenograf…

Jak to się stało, że to właśnie Pan pracował nad scenografią do „Polowania na łosia”?

Reżyser Łukasz Wylężałek znalazł się na mojej drodze w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. To on zaproponował mi, abym zajął się scenografią do tego przedstawienia. „Pokropił i pobłogosławił” nasz duecik Dyrektor Teatru Robert Dorosławski. Mnie się zdarzyło z Wylężałkiem -na przestrzeni zawodowej- spotkać pięciokrotnie. Trzykrotnie – jako konie w jednym zaprzęgu. Razem robiliśmy “Lot nad kukułczym gniazdem”. Po raz kolejny zrobił mi życiową frajdę, gdy przyszedł do mnie i zaproponował mi udział, ba sposób na wypowiedź – w filmie “Darmozjad polski”, przy którym celowałem w Oskara. Skończyło się na z Złotych Lwach w Gdyni. Czterech dla naszej ekipy, wspaniałej ekipy. Smak czerwonego dywanu, radość i tylko ta słona łezka zawsze ma taki smak. Dostałem nagrodę za kostiumy i scenografię. W świecie teatru jest z reguły tak, że twórca reżyser dobiera kompana. Teraz stało się tak, że Walczak obu nas zjednoczył.

kulczyk-04
kulczyk-03
kulczyk-02
kulczyk-01


Scenografia do “Polowania” jest dość minimalistyczna, synchroniczna i ograniczona do 3 kolorów. Czy to dlatego, że dużo dzieje się na scenie i po to aby nie rozpraszać widza?

Łukasz zostawił mnie z takim tematem wolności wypowiedzi. W tekście przewija się wiele obrazów tła, a w nich i powroty. Dużo obrazów , miasto, las, park, kawiarnia, wnętrza pokoju, wnętrze samochodu. Za dużo, aby w jednym, a jednak można. Chciałem uniknąć przebudowy sceny w trakcie przedstawienia. Stąd pomysł na scenografię abstraktu w niej. Nie chcieliśmy uwikłać ludzi kulis w jakiś zmieniający się obraz, zmiany dekoracji, montażystów czy rekwizytora. Aktor lubi i powinien mieć „oparcie” w dekoracji i taką przyjęliśmy myśl przewodnią, że wszystkie obrazy aktor sam sobie stwarza, animując sytuację na bryłach, którymi posiekana jest scena. To wcale nie jest innowacyjne w historii teatru.

Gorzej było z rekwizytem. U nas jest mnóstwo rekwizytów: papieroski, jajeczniczka i to tak narasta i narasta, że z nich ilości można by utworzyć muzeum cywilizacji. Tak zrobiliśmy, tylko wspomnienie, i w sumie wszystkie te przedmioty pojawiają się w scenografii tylko gdzieś przy scenie bez potrzeby ogrywania czy animacji przez aktora. To zabrzmi trochę buńczucznie, ale to trochę tak jak na Jasnej Górze kiedy ludzie ozdrowieńcy oddają różne przedmioty w intencji i podziękowaniu np. kule, bo wyzdrowiał i zaczął chodzić. Tak my rekwizyty oddaliśmy na ścianę, na którą aktor może spojrzeć, jak na pomoc która jest mu już zbędna. Rekwizyty tu w ogóle nie funkcjonują.

W scenografii panuje system trójkowy...

Tak, zarówno w formie, jak i w kolorze. Trzy ściany z trzema pobocznicami graniastosłupów o podstawie trójkąta, trzy przezierne krzesełka, trzy feretrony z sukniami ślubnymi… i trzy podstawowe kolory…

Ot taka scenografa przypadłość.

kulczyk-08
kulczyk-07
kulczyk-06
kulczyk-05


A propos kolorów, dlaczego czerń, biel i czerwień?

Generalnie sztuka jest okrutna, jest o morderstwie. Ważmy sposób, czytelność i subtelność „podania”. W życiu każdy potrafi określić co jest czarne, a co białe, ale te kolory często działają na siebie – nawet mieszają, czerń do bieli i na odwrót. Szereg odcieni szarości. Scenografia jest czysto graficzna – czerń pozostaje czernią, biel bielą. Tańcuje jedynie światło nadając im inny odcień.

W scenografii jest też abstrakt jednego koloru. To czerwień. Te kolory dają szansę na kolejną rzecz, właściwie szansę wydobyciaczy podkreślenia dramatu scen. Przez światło, które tworzy obrazy widzialne w czarnej przestrzeni sceny. Postanowiliśmy, że światło w tej sztuce gra emocjami widza, – to takie typowe „w kuchni” teatralnej. Jest czasami dominujące. Ukłon dla naszego „świetlika” Zbysia operującego światełkami.

A co z kostiumami?

Kostium przy takim graniu musi być kompatybilny ze scenografią. Wymaga również pewnego abstraktu. Bardzo intymna sfera współpracy z aktorem. Zawsze koszula najbliższa ciału. Jeszcze chociaż drobina komfortu – tak dla aktora. Tylko niezbędne sensowne przebiórki. Wyjątkowość, charakteryzująca wnętrze granej postaci z zagwarantowaniem swobody poruszania. Przecież to także na scenie „odzież robocza”. Dużo w jednym. Lubię to. Raźniej z teatralnymi krawcowymi.

Na efekt końcowy scenografii pracuje wiele osób.

Tak. Tych ludzi się nigdy nie widzi, ale zawsze jestem ich dłużnikiem. Jako scenograf, a szczególnie jako kierownik techniczny. Jeszcze nikt sztuki nie zrobił nie mając zespołu ludzi. To jest pewnego rodzaju team. Muszą zaplanować całość, stworzyć, zbudować, pomalować, zespawać, skleić, pozszywać, przytroczyć , utaplać .... Na scenie jeden element, graniastosłup nie waży więcej niż 10 kg. Na jego wagę składają się okucia, proste mechanizmy, tkaniny, setki zszywek i łączników. Po rozwinięciu to prawie sto metrów kwadratowych pieczołowicie odwzorowanych malarsko powierzchni. To także wzloty i upadki Zytu stażystki z Uniwersytetu Długosza. Do dialogu warsztatowego dziesiątki rysunków technicznych, wykresów.

W Polowaniu na łosia” kanapa to jeden z głównych elementów. Wielofunkcyjny „kombajn” sceniczny; warsztat do pracy aktora podczas spektaklu. Musi być niezawodny, bezpieczny, ponieważ wiele scen rozgrywa się właśnie na niej, raz jest kanapą, po jej obróceniu staje się samochodem, i to jakim…

Dlatego podkreślam, że scenografia to sztuka zbiorowa. To rzesza ludków, – utalentowanych „krasnali” grasujących w pracownianych pieleszach. Dobrze, że są tacy specjaliści w naszym mieście, w naszym teatrze. Jak bez dłoni bez czujnych garderobianych i odpowiedzialnej praczki. Też są w teatrze takie „krasnale”. To także ich cząstka. To nie etaty. Poza scenografem bardzo ważną rolę odgrywają osoby zajmujące się oświetleniem, akustyk, który musi w odpowiednim momencie wejść z frazą, stopniować jej natężenie.

Muzykę do sztuki Walczaka napisał Marcin Lamch, dla mnie mistrz kontrabasu. Stworzył dzieło, nienachalne, jednoinstrumentowe, skromne – jak On sam – i artystycznie trafione, w które w jak najprostszy sposób udało mu się coś zilustrować i coś interpretować. On to zrobił doskonale. Fajnie i wyjątkowe przy takim kompanie…

Mnie jest miło pouczestniczyć w tym wszystkim.

kulczyk-12
kulczyk-11
kulczyk-10
kulczyk-09


Pouczestniczyć w świecie Walczaka …

Zawsze w swoim. To taki fajny pretekst. Przed wszystkim dlatego, że Walczak spłodził podstawę do takiej wypowiedzi. Chcieliśmy i mogliśmy pogadać, a w skutkach podzielić się z widzami swoim patrzeniem na świat. Ten daleki i najbliżej otaczającą nas rzeczywistość. Jak ludzie dorośli pogawędzić o życiu. Naturalnością jest, że każde pokolenie ma swoje sprawy i mimo wszystko starszy skazany jest na obserwację młodszego i jego błogosławieństwo i odwrotnie, młodszy chcąc to błogosławieństwo pcha się w drugą stronę. Czy to najistotniejsze? Kiedy można tak delikatnie lądować bez otwartego podwozia…

Tytuł brzmi Polowanie na łosia”, a na plakacie jest pingwin. Dlaczego?

Zaczęło nam brakować lepiszcza. Szukaliśmy. Może w przyrodzie, jakiegoś małego, innego zezwierzęcenia. Łoś to ktoś kto ma pejoratywne znaczenie, samotny bywa zły. Nam potrzebny był zupełnie inny symbol. Cieplejszy, bardziej stadny, niewinny, taki abstrakt… Zdecydowaliśmy się na pingwina, ponieważ te stworzenia nie atakują, szukają ciepła, czasem nawet samiec wysiaduje jajo nie swojej samicy. I coś o tym jest w tej  sztuce.

Kto jest autorem plakatu?

Były dwa projekty plakatu. Jeden robiła moja córka Agata, która wykłada na ASP w Poznaniu, drugi mój syn Bartek. Ja jako ojciec nie miałem dylematu – świetne i przetrawione sensem treści sztuki. Ponieważ nie ja je oceniałem i nie wybierałem dusza nie cierpi. Łukasz wybrał plakat Bartka, gdy maszyna drukarska wyrzucała wydruki Agaty. Mnie tylko zaskoczyło tak odmienne spojrzenie na dany temat dwóch osób, które wiedzą co ojciec robi w scenografii, a tak właściwie partneruje Warnitzkiemu.

Czy plakat ma istotne znaczenie?

Plakat ma siłę. Ma aktywizować, zachęcić do przyjścia do teatru, a po obejrzeniu sztuki ma skłaniać do kontemplacji, refleksji i istoty symbolicznego zapisu.

Czy tworzenie scenografii to duża odpowiedzialność?

Ja to nawet rozważam w sensie etyczny. Jak pilot musi bezpiecznie wylądować, tak my musimy zbudować to wszystko tak, żeby się nie zawaliło. U nas jest mniejsze, ryzyko niebezpieczeństwo, natomiast istnieje wewnętrzna odpowiedzialność, że może to być inne i etycznie nieodpowiedzialne. Podobnie jak kierowca, który na przystanku zabija siedem osób, czy lekarz, który po pijanemu operuje pacjenta, to dla mnie taka sama odpowiedzialność. Chcę przez to powiedzieć, że dla mnie nie ma różnych etyk.

Etyka jest tylko jedna…

Ze Stanisławem Kulczykiem dla cz.info.pl rozmawiała Karina Balska