Zmarł 111-letni częstochowianin

W niedzielę 8 czerwca br. zmarł najstarszy mężczyzna świata, Aleksander Imich, częstochowianin, absolwent Sienkiewicza, parapsycholog i emerytowany chemik.

Pamiętał pierwszy automobil w swoim rodzinnym mieście, walki bolszewików w wojnie polsko-sowieckiej, ucieczkę przed Holokaustem i sowiecki gułag.

W 1951 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, nauczył się obsługiwać komputer i opublikował swoją książkę o zjawiskach paranormalnych kiedy miał 92 lata.

Aleksander Imich urodził się 4 lutego 1903 roku w Częstochowie. Dorastał w dobrze sytuowanej żydowskiej rodzinie, jego ojciec był właścicielem firmy remontowej, budował także pasy startowe dla pierwszych pilotów. W tamtych czasach latanie było pokazem, przyciągało ludzi jak show. "Aeroplan" - jak mówił Aleksander Imich - był największym wynalazkiem w czasie jego życia.

Imich 4 maja 1921 roku został dopuszczony do zdawania egzaminu maturalnego w klasie filologicznej w Sienkiewiczu, a 5 czerwca do egzaminów ustnych.

Początkowo częstochowianin chciał być kapitanem w polskiej marynarce, jednak zdecydował się zostać zoologiem i podróżował do wielu egzotycznych krajów Afryki. Ostatecznie zmienił jednak kierunek studiów, skończył chemię i doktoryzował się z niej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

We wczesnych latach 30. zafascynowała go postać polskiego medium, znana jako Matylda S., wdowa po doktorze, przywołująca zmarłych podczas seansów. Imich wielokrotnie uczestniczył w pokazach, pisał o nich w niemieckim czasopiśmie naukowym w 1932 roku, a w 1995 roku (w wieku 92 lat!) opublikował antologię "Incredible Tales of the Paranormal".

Całe życie trzymał pudełko z widelcami i łyżkami poskręcanymi podczas makro-psychokinetycznych eksperymentów. Twierdził, że widział zwyczajnych ludzi, którzy robią takie rzeczy, ale sam nigdy nie potrafił ich naśladować.

Ożenił się z ukochaną z czasów dzieciństwa, która jednak kilka lat później opuściła go dla innego mężczyzny. Potem ożenił się z jej przyjaciółką - Welą. W 1939 roku, gdy rozpoczęła się wojna, oboje uciekli do okupowanego przez Rosjan Białegostoku. Ponieważ jednak odmówili przyjęcia radzieckiego obywatelstwa, wywieziono ich do obozu pracy.

Po ataku Niemców na Rosję zostali zwolnieni i przenieśli się do Samarkandy (dziś Uzbekistan), a potem znów do Polski. Tu jednak dowiedzieli się, że wielu członków ich rodziny zginęło w Holokauście.

W 1951 roku wyemigrowali do Waterbury w Connecticut. Wela Imich malarka i psychoterapeutka, otworzyła prywatną praktykę na Manhattanie. Po jej śmierci w 1986 roku Aleksander Imich przeprowadził się do jej pracowni w przedwojennym hotelu przy West End Avenue. 8 lat później budynek zamieniono w Esplanadę, luksusową rezydencję dla seniorów.

Krótko potem, Aleksander Imich stracił wszystkie swoje oszczędności w nietrafionych inwestycjach i w 2007 roku skorzystał z pomocy kampanii The New York Times Neediest Cases. Aleksander Imich przeżył 111 lat i 124 dni.

cz.info.pl